Latarnie rozstawione co 50 metrów oświetlały niewielkie części ulicy. Patrząc na te wszystkie ciemnie zakamarki, krzaki, wysokie żywopłoty miałam ochotę iść środkiem ulicy. Wchodząc na polną drogę kątem oka przyuważyłam jakiegoś mężczyzne opierającego się o mur. Czułam na sobie jego wzrok. Nie pokazując, że jego obecność w jakikolwiek sposób na mnie wpływa ruszyłam dalej wąską dróżką. Zobaczyłam dom na skraju. Był dość niewielki. Przy drzwiach wisiała mała lampka oświetlająca tylko kawałek schodów. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam chwile. Otworzyła mi wysoka kobieta z rudymi włosami zawiniętymi w koka. Miała na sobie podkoszulek i było widać jej liczne tatuaże. Szybko wpuściła mnie do ciemnego wnętrza domu. Na samym końcu bylł pomieszczenie oświetlone przez lampkę na stoliku. Podeszłam tam i usiadłam przy stole. Zaraz potem naprzeciwko usiadła kobieta. Wyjęłam z torby zeszyt i przewracając kartki znalazłam dwa małe woreczki ukryte między nimi. Podałam je kobiecie, a ta ostrożnie położyła je na wadze stojącej obok lampki. W tym czasie schowałam zeszyt i zaczęłam przyglądać się jej poczynianiom. Uważnie oglądała zawartość- kokainę. Doszukiwała się drobnych okruszków czy kurzu. Po stwierdzeniu że towar jest czysty wręczyła mi kopertę. Włożyłam ją do torby i wyszłam z jej domu. Nawet nie wiem jak miała na imię. W drodze do mojego mieszkania znów napotkałam tego faceta. Byłam pewna, że mnie kojarzy mimo, że nawet nie rozmawialiśmy ze sobą. Byłam dość znana ze swojej "pracy". Jak zwykle w domu zastałam ojca przed telewizorem. Jego martwy wzrok z dnia na dzień stawał sie coraz bardziej przerażajacy. Kiedyś mój brat odłączył telewizor od prądu, skończyło się tym musiałam zawieźć go do szpitala. Szybko poszłam do swojego pokoju. Pierwsze co to wyjełam zawartość koperty i włożyłam ją do materaca pod łóżkiem. Wiem, nie jest to zbyt bezpieczne, ale nie mam jeszcze 18 lat i nawet jeśli mogę to nie założe sobię konta w banku, bo jeśli coś by sie stało to pierwsze co zadzwonią do rodziców i wtedy musiałabym się tłumaczyć skąd biorę takie sumy pieniędzy. Sprawdziłam czy wszystko jest zabezpieczone i mogłam się w końcu wziąć za lekcje. Nie byłam szczególnie złą uczennicą. Po prostu moje 'hobby' nie było do końca okay.
Gdy skończyłam odrabiać była godzina ok. 10 wieczorem, więc nieźle. Wzięłam szybki prysznic i zaczęłam pisać do James'a, mojego dobrego przyjaciela. Niestety tylko przyjaciela. Od dawna mi się podoba ale boję się, że jak mu to powiem to stracę go na zawsze. Typowy powód.
Niestety nie odpisywał.
Nie czekając już na nic położyłam się spać.
***
Budzik. Głośny i szarpiący delikatne, zaśpione uszy.
Otworzyłam powoli oczy i zapaliłam światło. Zaczęłam się ubierać i robić make-up. Gdy po chwili zrobiło sie jaśniej na dworze mogłam odsłonić rolety. Z uśmiechem stwierdziłam, że spadł pierwszy śnieg. A to świadczyło o nadchodzących feriach.
Ktoś zapukał do mojego pokoju budząc mnie z zamyśleń o bawieniu się w śniegu z James'em. To był Felix mój starszy brat.
-Zawiozę cię do szkoły Jess. Pośpiesz się.-zamknął za sobą drzwi
'Cudnie'-pomyślałam. W taką pogodę tylko marzę o samochodzie do szkoły.
____________________________
No i mamy pierwszy rozdział :D
Mam nadzieję, że nie jest najgorszy i że niedługo będzie kolejny
Proszę komentować, jeśli przeczytaliście
Każdy komentarz (nawet negatywny) motywuje i widzę co muszę poprawić w następnym ;)
piątek, 7 listopada 2014
Rozdział 1
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz